Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. IX.djvu/218

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
212
CYMBELIN.

Od trwogi, bolu chroni mnie, jak pancerz,
Głębsze uczucie...
Cymbelin. Drwisz? Gardzisz mą łaską?
Imogeiia. Czem dla mnie łaska, gdy nie mam nadziei?
Cymbelin. Mogłaś za męża mieć syna królowej!
Imogena. Mogłam! Na szczęście nie musiałam! Orła
Nie rzucę dla jastrzębia!
Cymbelin. Lepszy tobie
Żebrak... Nad moim tronem dzięki tobie
Hańba zawisła.
Imogena. Bo mi zabroniono
Nowym go blaskiem oblec.
Cymbelin. O, nędznico!
Imogena. Z twojej to winy, panie, kocham jego,
Wychowywana przezcię z nim pospołu.
Każdej kobiety godzien on być mężem...
Czem-że ja w obec niego?
Cymbelin. Oszalała!
Imogena. Tak, prawie! Niechaj bogi mnie uleczą.
Czemuż nie jestem ja pasterską córą,
A Leonatus mój, synem pasterza!

(Wchodzi królowa).

Cymbelin. O, bezrozumna!

(Do królowej).

Znowu byli razem!
Nie posłuchałaś mnie! Bierzcie ją zaraz —
I do ciemnicy!
Królowa. Cierpliwości, królu.
Ty, pani córo, milcz... Mój drogi władzco,
Zostaw nas samych i szukaj rozrywki,
Jakiej zapragniesz.
Cymbelin. Nie! Niechaj wysycha
Kropla po kropli krwi w niej co dnia; niechaj
Wyschnięta, stara, zginie przez swe głupstwo.

(Wychodzi. — Wchodzi Pisanio).

Królowa. Fe! (Do Imogeny). Daj-że spokój! — Oto jest wasz sługa.
Cóż tam nowego przynosisz nam, waszmość?
Pisanio. Syn twój królowo, napadł mego pana.