Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. IX.djvu/216

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
210
CYMBELIN.

Postumus. Dziś jeszcze
Wyjadę.
Królowa. Znane ci niebezpieczeństwo.
Współczując z wami, zostawiam was samych.
Przejdę się po ogrodzie, choć surowo
Król mi nakazał wzbronić wam rozmowy.

(Wychodzi).

Imogena. Nędzna obłudo! Jak to ona umie
Pogłaskać, raniąc! Mój najdroższy mężu,
Trwoży mnie wprawdzie potroszę gniew ojca,
Ale nie skutki gniewu, byle-m jeno
Przysięgi wiernie dochowała tobie.
Teraz czemprędzej uchodź. Ja zostanę
Jako niezmienny cel złowieszczych spojrzeń.
Pociechą całą będzie mi nadzieja,
Że nie przepadniesz, drogi skarbie, w świecie;
Że cię obaczę znowu!
Postumus. O, ty moja
Królowo, pani! Nie płacz ty już dłużej!
Większą, niżeli mężczyźnie wypada,
Odsłaniam czułość. Ja tobie zostanę
Mężem tak wiernym, jak drugiego nie ma.
W Rzymie osiędę, w domu Filaryona,
Który w przyjaźni żył niegdyś z mym ojcem,
Choć mnie, co prawda, zna on tylko z listów.
Tam, o, królowo moja, szlij pisanie.
Oko me będzie z goryczy inkaustu
Dobywać słodkie słowa, które skreślisz.
Królowa (wracając). Proszę was, prędzej! Gdyby tak król nadszedł,
Bóg wie, jak ciężko tknąłby mnie gniew jego.

(Do siebie).

Trzeba go tutaj sprowadzić. On hojnie
Każdą mi krzywdę nagradza dla zgody,
I za zmartwienie każde suto płaci.

(Wychodzi).

Postumus. Gdyby się żegnać nawet i tak długo,
Jak życia starczy, męczarnia rozstania
Wzrosłaby jeno. Bywaj-że mi zdrowa!