Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. IX.djvu/206

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
200
TROILUS I KRESYDA.
(Wchodzi M argarelon).

Margarelon. Wstań, niewolniku, broń się!
Tersytes. Kto ty?
Margarelon. Bastard Pryama.
Tersytes. I ja jestem bastardem; urodziłem się jako bastard i jako bastard dałem się wychować; jako bastard na duchu, na sercu, w każdym calu nieślubny. Niedźwiedź nigdy nie kąsa drugiego niedźwiedzia, dlaczegóż mieliby inaczej postępować bastardzi? Miej się na baczności, walka mogłaby być dla nas złym horoskopem: syn nierządnicy, walcząc dla nierządnicy, musi ściągać na się sąd niebios. Bądź zdrów, bastardzie!
Margarelon. Niech cię dyabeł porwie, ty tchórzu!

(Odchodzą).
SCENA DZIEWIĄTA.
Inna część pola walki.
Wchodzi HEKTOR.

Hektor. Zgniłka na wewnątrz, choć tak piękna z wierzchu!
Wspaniałość zbroi przypłaciłeś życiem,
Skończyłem dzienną już pracę. Na bogi,
Dość utoczyłeś krwi, mój mieczu, srogi!

(Zdejmuje hełm, odkłada miecz).
(Wchodzi Achilles z Mynnidonami).

Achilles. Hektorze, oto słońce już zapada,
Zdyszana, wtacza się noc w jego szlaki,
A gdy zagaśnie słońce na błękicie,
Wraz z dniem skończonym, Hektor skończy życie.
Hektor. Nie zaczniesz walki, gdy złożyłem zbroję.
Achilles. Walcie weń, chłopcy! Oto przy was stoję.

(Hektor pada).

Ilium! To samo oby cię spotkało!
Wszak w nim twe serce, twe nerwy, twe ciało!
Nuż, Myrmidony, krzykiem zwieście pora,
Że dłoń Achilla zabiła Hektora.