Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. IX.djvu/176

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
170
TROILUS I KRESYDA.

Eneasz (za sceną). Książę, czy już gotowa?
Troilus. Słyszysz? O ciebie pyta. Nie inaczej
„Pójdź!“ woła anioł śmierci, gdy kto kona.
Niech poczekają jeszcze. — Zaraz przyjdzie!

Pandarus. Gdzież się podziały łzy me? Spadnijcie deszczem, by się układła ta burza; bo, dalibóg, jeszcze mi ona serce z korzeniem wyrwie.

(Odchodzi).

Kresyda. Mamże do Greków iść?
Troilus. Nieodwołalnie!
Kresyda. Płaczące dziewczę wśród buńczucznych Greków!...
Kiedyż ujrzymy się?
Troilus. Posłuchaj, droga. Bądź mi tylko wierną!
Kresyda. Wierną? O, co za wstrętne podejrzenie!
Troilus. Nie! Po dobremu pomówmy ze sobą,
Skoro się rozstać potrzeba.
To nie obawa prosi cię o wierność.
Zmiażdżę każdego, choćby to śmierć była,
Ktoby w twojego serca czystość wątpił.
To „Bądź mi wierną!“ było jeno przejściem
Do następnego zaklęcia: Bądź wierną,
A wnet cię znowu obaczę.
Kresyda. O, książę, szukać chcesz-że niebezpieczeństw
Licznych i ciężkich? Ja zostanę wierną.
Troilus. Lube niebezpieczeństwa! Noś tę kryzę.
Kresyda. Ty rękawiczkę tę... Kiedyż się ujrzym?
Troilus. Już ja przepłacę heleńskich strażników
I przyjdę nocą. Bądź mi tylko wierną!
Kresyda. O bogi, znowu to same: „Bądź wierną!“
Troilus. Zechciej zrozumieć, dlaczego.
Niebezpiecznymi są młodzieńcy greccy:
Duchowe dary ozdobą ich uczuć,
Opływających w sztukę i w ćwiczenie.
Nowość, sposobność mają dziwny urok,
Wybacz mi przeto, gdy zazdrość bez żółci
— Cnotliwym grzechem możnaby ją nazwać —
Każe mi, bać się...
Kresyda. Chyba mnie nie kochasz.
Troilus. Niech jak łotr zginę,
Jeśli w twą miłość, albo wierność wątpię