Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. IX.djvu/175

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
169
AKT CZWARTY. SCENA CZWARTA.

Pandarus. Co za widok! Biedactwo! Pozwólcie, abym was uścisnął! O, serce! jak powiada piękna piosnka —

O, serce, serce! dziwne w samej rzeczy.
Czemu nie pękasz, gdyś pęknąć gotowo?

Poczem samo sobie odpowiada:

Ponieważ bolu twego nie uleczy
Ni przyjaźń czuła, ni wymowne słowo.

Nie zdarzyło mi się spotkać w wierszach więcej prawdy. Nie trzeba też odrzucać takich wierszy, bo przydać się mogą: wszakże widzimy, widzimy... Cóż, moje jagniątka?

Troilus. Taką cię kocham czystą i potężną
Miłością, luba, że bogowie mszcząc się
Za to kochanie, od modłów gorętsze,
Co z zimnych płyną ust — chcą mi cię porwać.
Kresyda. Mogąż zazdrosne być bóstwa?
Pandarus. Jest dowód!
Kresyda. I czy to prawda, że muszę iść z Troi?
Troilus. Szkaradna prawda!
Kresyda. Mam się z tobą rozstać?
Troilus. Z Troją i ze mną.
Kresyda. I to stać się może?
Troilus. To stać się musi — natychmiast. Los — wrogi
Nawet nam wzbrania żegnać się, odwłokę
Wszelką niweczy, nie pozwala ustom
Złączyć się z usty, wstrzymuje namiętne
Uściski, tłum i przysięgi miłości,
Zanim je oddech gorący wyrzuci.
My dwoje, którzy zdobyliśmy siebie
Tylu tysięcy westchnień długą męką,
Musimy nędznie sprzedać teraz siebie,
Za jedno, ledwie króciutkie, westchnienie.
Czas ze złodziejskim gromadzi pospiechem
Bogate łupy prawie nieświadomie;
Pożegnań tyle, ile gwiazd na niebie
Każde z pieczęcią całusów i westchnień
Zbija on razem w zimne: „Do widzenia!“
I ledwie jeden zostawia nam całus.
A i ten gorżki od łez utajonych.