Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. IX.djvu/168

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
162
TROILUS I KRESYDA.



AKT CZWARTY.

SCENA PIERWSZA
Ulica w Troi.
Z jednej strony ENEASZ i służba z pochodniami; z drugiej PAKYS, ANTENOR, DEIFOBUS, DYOMEDES i orszak.

Parys. Hola! A kto tam?
Deifobus. To książę Eneasz.
Eneasz. Więc to ty jesteś, Parysie!
Gdybym, mój książę ja do snu długiego
Miał równie piękną, jak i ty, przyczynę,
Nie prędko mógłby mnie kto wygnać z łoża.
Dyomedes. I ja tak sądzę Bywaj, Eneaszu!

(Do Eneasza).

Parys. Oto Grek dzielny, podaj mu prawicę;
Opowiadałeś nam sam, jak Dyomedes
Przez cały tydzień wzywał ciebie co dnia
Do walki.
Eneasz. Cześć ci, dzielny bohaterze,
Dopóki pokój trwa i zawieszenie.
Na gniew zaciekły i dziką odwagę
Czas będzie, kiedy znów się zetrzem w boju.
Dyomedes. Co do mnie, zgoda na jedno, jak drugie.
Krew teraz nasza spokojna, więc witaj!
Lecz niech bój tylko sposobność nadarzy,
Zeus świadkiem, wznowi za tobą pościgi
Moja wytrwałość, siła i przebiegłość.
Eneasz. Goń wtedy lwa, co nawet uciekając,
Odwraca głowę. Teraz ciebie w Troi
Serdeczność wita; na głowę Anchiza,
Bądź pozdrowiony. Klnę się na Wenerę,
Że trudno chyba serdeczniej miłować
Tego, którego chce się wkrótce zabić.
Dyomedes. Zgoda! Daj Zeusie żyć Eneaszowi,
Gdy nie ma paść od miecza mego w sławie,
Co przetrwa tysiąc słońca biegów w koło.
Lecz ku czci ręki mojej daj, niech zginie,
Ranny na każdym calu i już jutro!