Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. IX.djvu/162

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
156
TROILUS I KRESYDA.

Bogaty w ducha i ciała przymioty —
Próżno się chwali, że ma, co posiada,
Widzi to bowiem jedynie w odbłysku.
Zalety jego przyświecają innym
I żar dopiero w nich wzniecony, wionie
Ciepłem w nadawcę.
Achilles. To rzecz całkiem jasna.
Piękność wykwitającą na obliczu,
Właścicielowi nieznaną, wskazuje
Dopiero cudzy wzrok Wszak nawet oko,
Ten zmysł ze wszystkich najbardziej duchowy,
Sam się nie widzi, lecz blaskiem wzajemnym
Oko naprzeciw oka wita siebie.
Siła widzenia nie wraca do siebie:
Ona ulata, kojarzy się z inną,
By siebie ujrzeć. To rzecz całkiem jasna.
Ulisses. Nie uderzyło też mnie sami zdanie.
Nie nowe ono — lecz, zajął mnie wniosek,
Gdyż autor na tej podstawie chce twierdzić,
Że nikt z nas nie jest panem żadnej rzeczy
(W nim, czy też na nim), a nie jest tak długo,
Aż jako daru, innym jej udzieli.
O jej wartości też pojęcia nie ma,
Póki się ona; nie wcieii w uznanie,
Które, jak wnętrze, sklepień wnęt odrzuca
Głos każdy lub też, jak stalowa brama
Chwyta promienie słońca i odbija
Twarz i żar jego. Byłem zagłębiony
W tej kwestyi, kiedy wpadł mi na myśl nagle
Ajaks niedoceniony.
O, nieba! Co za człowiek! Istny rumak
Nieświadom swojej wartości. Naturę,
Jak inne rzeczy, cenimy za mało,
Choć tak nam droga, kiedy jej potrzeba
Na odwrót, ileż nic nie wartych rzeczy
Cieszą się chlubą. Ujrzymy nazajutrz
Przez dzieło, które los jemu poruczył,
Ajaksa — sławnym. Co niejeden robi,
Gdy inni drwią z wszystkiego!
Jeden do progów szezęścia pełzać musi,