Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. III.djvu/367

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
359
AKT PIĄTY. SCENA TRZECIA.

Do składu rady naszej wybierzemy
Ludzi tak zacnych i znanych z mądrości,
Że porównanie zdołamy wytrzymać
Z państwem sąsiedniem, najlepiej rządzonem,
I wszystkie sprawy pokoju czy wojny
Nie będą dla nas obce i zawiłe.

(Do lorda sędziego).

Twe miejsce pierwsze w tej radzie, mój ojcze!
Po koronacyi, gdy, jak nadmieniłem,
Zwołamy pierwszych urzędników kraju,
Śmiem tuszyć sobie po pomocy nieba,
Jeśli zamiarom mym pobłogosławi,
Że żaden książę, ani par królestwa,
Nie znajdzie słusznej do modłów przyczyny,
By mi Bóg skrócił życia za me winy.

(Wychodzą).
SCENA TRZECIA.
Hrabstwo Glocester. Ogród przy domu Płytka.
Wchodzą FALSTAF, PŁYTEK, MILCZEK, BARDOLF, giermek i DAWID.

Płytek. Na honor, sir Dżonie, musisz jeszcze obejrzeć mój ogród, usiądziemy sobie w altanie i zjemy po kilka pipinów mojego własnego szczepienia, a potem każemy sobie podać biszkoptów i jeszcze tam co smacznego. Chodźmy panie Milczek, to przed snem bardzo jest dobre.
Falstaf. Słowo honoru, pan masz bardzo dobre, królewskie mieszkanie.
Płytek. Biedota, biedota, ubóstwo, sir Dżonie, ubóstwo! Ale co powietrze, to jest dobre. No, krzątajże się Dawidzie, żywo, żywo, mój Dawidzie!
Falstaf. Ten Dawid nieoceniony człowiek. Jest on u pana, jak uważam, i sługą razem i dozorcą gospodarki.
Płytek. Dobry sługa, sir Dżonie, wcale dobry, bardzo dobry sługa. Ale do kata, za wiele piłem przy wieczerzy. Że dobry, to dobry, sir Dżonie. No, siadaj-