Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. III.djvu/293

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
285
AKT PIERWSZY. SCENA TRZECIA.

Jak wczesna wiosna rozkwitnienie pączków,
Z których owocu mniej trzeba wyglądać
Niżli się lękać, by ich szron nie zwarzył.
Wszak gdy budować sobie zamierzamy,
Wprzód obmyślamy i kreślimy plany,
Potem dopiero, widząc rys budowy,
Czynimy liczbę potrzebnych wydatków;
Gdy zaś ich ogół nad możność wypada,
Cóż pozostaje? lub zmniejszyć rozmiary
Albo zupełnie wyrzec się budowli.
Daleko bardziej w obecnym zamiarze,
(Gdy jedno zwalić, drugie wznieść królestwo
Mamy przed sobą) winniśmy rozpatrzeć
Plan miejscowości i skreślone wzory,
Przyjąć już zgodnie jedną myśl budowy,
Za radą znawców, zliczyć nasze środki
I bez złudzenia zważyć wszystkie siły
Z siłami wrogów, lub w przeciwnym razie,
Będziemy mieli tylko na papierze
Rys uzbrojenia, a na miejscu ludzi
Listę ich imion Wtedy nasze dzieło
Takiż los czeka, jak dom rozpoczęty
Nad możność środków. Budowę rzuconą,
Z ciężkim nakładem dźwignioną w półowie,
Przelatujące opłaczą obłoki,
A potem wichry spustoszą zimowe.
Hastings. Dajmy, że z niskąd spodziewana pomoc —
Nam nie nadejdzie, że spełzły nadzieje
I że co mamy w tej chwili z żołnierzy,
Już to są wszyscy co do ostatniego!
To i tak jeszcze mamy równą liczbę
Wojskom królewskim.
Bardolf. Co też! Król nawet trzydziestu tysięcy
Nie miałby wojska?
Hastings. Przeciw nam, nie ma, nawet ani tyle,
Ręczę ci lordzie. Bo całe swe wojsko
Musiał na trzy rozproszyć oddziały,
W przeciwne strony. Jeden na Francuzów,
Drugi naprzeciw Owen Glendowera,
A trzeci na nas. Trzykroć więc osłabił