Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. II.djvu/207

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
199
AKT CZWARTY. SCENA DRUGA.

Brutus. Lucyliuszu,
Uczyń podobnież. Niech się nikt nie waży
Wnijść do namiotu mojego przed końcem
Naszej rozmowy. Lucyusz i Tytyniusz
Staną dlatego na straży u wnijścia.

(Wychodzą).
SCENA TRZECIA.
W namiocie Brutusa. Lucyusz i Tytyniusz przechadzają się w pewnej odległości).
Wchodzą BRUTUS i KASYUSZ.

Kasyusz. Żeś mi uchybił, dowód na to taki:
Skazałeś na śmierć i ukryłeś hańbą
Lucyusza Pellę, za to, że Sardyanom
Dał się przekupie, a kiedym listownie
Wstawiał się za nim, bom go znał, tyś listy
Moje odrzucił i prośbą pogardził.
Brutus. Sameś uchybił sobie, pisząc za nim.
Kasyusz. W obecnych czasach nie godzi się wdawać
W zbytnie rozbiory ladajakiej winy.
Brutus. Pozwolisz sobie powiedzieć, Kasyuszu,
Że i na tobie cięży podejrzenie,
Jakobyś maczał rękę w nadużyciach,
Skrycie frymarcząc stopniami i one
Niegodnym ludziom sprzedając za złoto.
Kasyusz. Ja, moją rękę maczać w nadużyciach?
Wiesz dobrze, że to Marek Brutus wyrzekł,
Inaczej mowa ta, na wszystkie bogi,
Byłaby twoją ostatnią.
Brutus. Nazwisko
Kasyusz uzacnia niecność twych postępków,
I kara przed niem kryje głowę.
Kasyusz. Kara!
Brutus. Przypomnij sobie marzec, Idus marca.
Za cóż to, jeśli nie za świętą sprawę
Słuszności, zginął wielki Juliusz Cezar?
Jakiż nikczemnik w innej, niż ta sprawie
Podniósł nań sztylet, tknął się jego ciała?