Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. II.djvu/205

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
197
AKT CZWARTY. SCENA PIERWSZA.

Złączone siły nasze, powołajmy
Naszych przyjaciół i rozwińmy wszelkie
Możliwe środki. Tymczasem zaś złóżmy
Walną naradę i pilnie rozważmy,
Jakby najlepiej tajne złe wyśledzić,
A jawnemu z pewnym skutkiem przeszkodzić.
Oktawiusz. Zróbmy tak, bośmy na sztych wystawieni
I obsadzeni mnóstwem nieprzyjaciół,
Ci zaś, co w oczy się śmieją, chowają
Nieraz jad w sercu.

(Wychodzą).
SCENA DRUGA.
Przed namiotem Brutusa w obozie pod Sardes.
Odgłos kotłów. BRUTUS, LUCYLIUSZ i LUCYUSZ wchodzą z żołnierzami, TYTYNIUSZ i PINDAR nadchodzą z przeciwnej strony.

Brutus. Stój!
Lucyliusz. Wymień hasło!
Brutus. Cóż tam, Lucyliuszu?
Gdzie Kasyusz? Rychłoż tu będzie?
Lucyliusz. Niebawem.
Pindar pozdrawia cię od niego, wodzu.

(Pindar oddaje list Brutusowi).

Brutus. Pięknie pozdrawia mię. Twój pan, Pindarze,
Bądź wskutek zmiany, bądź też złych poszeptów,
Każe mi. pragnąć, aby się odstało
To, co się stało, lecz skoro ma nadejść,
Porozumiemy się, mniemam.
Pindar. Nie wątpię,
Że mój pan takim, jak jest, się pokaże,
To jest zacności i honoru pełnym.
Brutus. Któż o tem wątpi? Lucyliuszu, słowo.

(Biorąc go na stronę).

Jakże on ciebie przyjął?
Lucyliusz. Dosyć grzecznie,
I z oznakami szacunku, jednakże
Nie z tą serdeczną otwartością, ani
Poufałością swobodną, jak dawniej.