Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. II.djvu/204

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
196
JULIUSZ CEZAR.

Antoniusz. Lekki to człowiek i bez żadnych zalet,
Zdatny jedynie do posyłek. Jestże
On wart mieć udział przy podziale świata
I jedną trzecią część jego otrzymać?
Oktawiusz. Sameś tak sądził, skoroś go zawezwał
Do układania z nami czarnej listy
Skazanych na śmierć i proskrypcyę.
Antoniusz. Więcej
Ja, Oktawiuszu, niż ty, dni widziałem.
Jeśli na niego włożym część zaszczytów,
Co nas uwolni od pewnych drażliwych
Ciężarów władzy, dźwigać on je tylko
Będzie, jak osieł dźwiga wór ze złotem:
Pocić się, jęczeć w pracy, kierowany
Lub popędzany po wytkniętej drodze!
Skoro zaś skarb nasz doniesie, gdzie zechcem,
Wtedy zdejmiemy z niego drogi ciężar,
I usuniemy go na bok, jak osła,
Aby spokojnie z zwieszonemi uszy
Pasł się na trawie.
Oktawiusz. Rób jak chcesz, jednakże
Jestto odważny, doświadczony żołnierz.
Antoniusz. Takim jest także mój koń, Oktawiuszu.
Ja mu też za to wyznaczam nie skąpą
Porcyę obroku. Wkładam go do boju,
Uczę go zwrotów, uczę jak i kiedy
Ma stać, kłusować lub ruszyć z kopyta,
Ruch jego ciała jest grą woli mojej.
Tak samo prawie ma się rzecz z Lepidem.
I jego trzeba tresować, prowadzić,
Poganiać — bo duch jego jest leniwy.
Kocha się w sztukach, rupieciach i fraszkach,
I takie rzeczy, które już oddawna
Wyszły z użycia, na które my plujem,
U niego modą się stają. Nie miejmy
Go za nic więcej, jak za sprzęt przydatny.
Teraz-że otwórz, Oktawiuszu, ucho
I wpuść w nie ważną wieść: Brutus i Kasyusz
Gromadzą wojska, trzeba nam niezwłocznie
Stawić im czoło. Obrachujmy przeto