Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. II.djvu/197

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
189
AKT TRZECI. SCENA DRUGA.

Którzy, jak wiecie, są ludzie szanowni.
Nie chcę ja tego: wolałbym obwinić
Tego, co umarł, siebie i was wszystkich,
Niżbym miał winić tak szanownych ludzi.
Lecz oto pismo z pieczęcią Cezara,
Którem dziś znalazł w jego gabinecie:
Ostatnia to jest wola tego męża.
Skoro osnowa tego testamentu,
(Którego, że wam nie odczytam teraz,
Wybaczcie), będzie powszechnie wiadomą,
Obywatele tego miasta przyjdą
Całować rany zmarłego Cezara
I chusty swoje we krwi jego maczać;
Co mówię! błagać chociażby o jeden
Włos z jego głowy na wieczną pamiątkę,
I umierając włos ten w testamentach
Swoich wspominać, jako drogi legat
Dzieciom go swoim przekazując.
Czwarty obywatel. Cóż ten testament zawiera? Przeczytaj,
Przeczytaj go nam, Marku Antoniuszu.
Obywatele. Chcemy usłyszeć testament Cezara.
Antoniusz. Miejcie cierpliwość, moi przyjaciele,
Nie mogę go wam przeczytać; nie pora
Wam się dowiedzieć, jak was Cezar kochał.
Wyście nie drewna, nie głazy, lecz ludzie.
Ludźmi zaś będąc, nie możecie teraz
Słyszeć osnowy tego testamentu.
Toby uniosło was aż do szaleństwa.
Nie powinniście wiedzieć, że jesteście
Spadkobiercami jego, bo gdybyście
O tem wiedzieli, o! cóżby się stało!
Czwarty obywatel. Przeczytaj nam ten testament; koniecznie
Chcemy go poznać. Przeczytaj natychmiast.
Antoniusz. Bądźcież cierpliwi; poczekajcie nieco.
Żałuję teraz, żem wam o tem wspomniał,
Boję się skrzywdzić tych szanownych ludzi,
Których sztylety przebiły Cezara.
Czwarty obywatel. To zdrajcy; co mi za szanowni ludzie!