Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. II.djvu/196

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
188
JULIUSZ CEZAR.

A Brutus jest mąż ze wszech miar szanowny.
Pomnicie, jakem w czasie Luperkaliów
Po trzykroć razy koronę mu podał,
A on po trzykroć razy ją odepchnął.
Byłaż to ambicya? Mimo to jednak
Brutus powiada, że on był ambitnym
A Brutus jest mąż ze wszech miar szanowny.
Nie zbijam tego, co Brutus powiedział,
Mówię tu tylko to, co wiem. Wy wszyscy
Miłowaliście go kiedyś i słusznie;
Słusznież to, że go dziś nie żałujecie?
Snać, rozum uciekł gdzieś między zwierzęta,
Bo go u ludzi nie ma. O, przebaczcie!
Serce me przeszło do trumny Cezara —
Musze zaczekać aż z niej do mnie wróci.
Pierwszy obywatel. Zda mi się, że on po części ma słuszność.
Drugi obywatel. Jeśli tak o tem sądzisz, toć zaiste
Wielka się stała Cezarowi krzywda.
Trzeci obywatel. Doprawdy boję się, żeby ktoś gorszy
Po nim nie nastał.
Czwarty obywatel. Czyście uważali?
Cezar po trzykroć nie przyjął korony;
Widoczna zatem, że nie był ambitny.
Pierwszy obywatel. Jeżeli się to dowodnie pokaże,
Pewnie ichmoście drogo to przypłacą.
Drugi obywatel. Biedny człeczysko! Czerwone miał oczy
Od łez, jak węgiel.
Trzeci obywatel. Nie ma w całym Rzymie
Szlachetniejszego jak Antoniusz męża.
Czwarty obywatel. Baczność, panowie, znów zaczyna mówić.
Antoniusz. Niestety, jeszcze nie dalej jak wczoraj,
Jedno Cezara słowo mogło z całym
Mierzyć się światem; dziś on leży tutaj,
I najbiedniejszy charłak nie pomyśli
Skłonić się przed nim. O! panowie moi!
Gdybym ja wasze umysły i serca
Pragnął do gniewu i zemsty zagrzewać,
Mógłbym Brutusa winić i Kasyusza,