Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. II.djvu/192

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
184
JULIUSZ CEZAR.
(Wchodzi sługa).

Nie jestżeś ty u Oktawiusza w służbie?
Sługa. Jestem w niej, Marku Antoniuszu.
Antoniusz. Cezar
Pisał do niego, by przybył do Rzymu.
Sługa. Odebrał on list i przybywa,
Mnie zaś polecił ustnie ci oznajmić...
Co widzę? Cezar!

(Spostrzegając ciało).

Antoniusz. Serce twe wzbiera, idź i płacz na stronie.
Jest, snać, w wzruszeniu coś zaraźliwego,
Widząc te krople żalu w twoich oczach,
I moje także wilgnąć zaczynają.
Twój pan przybywa więc?
Sługa. Tak jest, dziś jeszcze
Stanie na nocleg o siedm mil od Rzymu.
Antoniusz. Wracaj mu co tchu donieść, co się stało.
W Rzymie żałoba teraz, niebezpiecznie.
Nie byłby teraz w nim twój pan jak w domu,
Spiesz go uprzedzić o tem. Ale czekaj,
Nie wprzód oddalisz się, aż ja to ciało
Zaniosę na plac publiczny. Przemówić
Chcę tam do ludu i zobaczyć, jak on
Przyjmie postępek tych okrutnych ludzi.
Będziesz mógł wtedy dokładnie młodemu
Oktawiuszowi stan rzeczy opisać.
Pomóż mi!

(Wychodzą z ciałem Cezara).
SCENA DRUGA.
Tamże. Forum.
Wchodzą BRUTUS i LUCYUSZ, za nimi tłum obywateli.

Obywatele. Objaśnień chcemy, żądamy objaśnień!
Brutus. Pójdźcie więc za mną moi przyjaciele,
I posłuchajcie mnie. Bracie Kasyuszu,
Odwiedź część tłumu na inną ulicę.
Chcący mnie słuchać niech tu pozostaną,