Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. II.djvu/183

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
175
AKT TRZECI. SCENA PIERWSZA.

Artemidorus. Przejrzyj wprzód moje, Cezarze; bo moje
Bliżej się ciebie dotyczy: przeczytaj,
Wielki Cezarze.
Cezar. Co się nas dotyczy,
To się zachowa na koniec.
Artemidorus. Przeczytaj
Zaraz, Cezarze, nie zwlekaj przeczytać.
Cezar. Cóż to za jakiś szaleniec.
Publiusz. Precz z drogi!
Cezar. Dla czegóż mi tu podania wręczacie?
Pójdźcie do sali obrad.

(Cezar wchodzi do Kapitolu, za nim inni. Wszyscy senatorowie powstają).

Popiliusz. Życzę, ażeby się wam przedsięwzięcie
Wasze udało.
Kasyusz. Jakie przedsięwzięcie,
Popiliu...?
Popiliusz. Bądźcie zdrowi.

(Przystępuje do Cezara).

Brutus. Co powiedział
Popiliusz Lena?
Kasyusz. Powiedział, że życzy.
Ażeby się nam przedsięwzięcie nasze
Udało. Czyżby odkryto nasz zamiar?
Brutus. Patrz, jak się zbliżył do Cezara.
Kasyusz. Kasko,
Spiesz się, bo lękam się zdrady. Cóż mamy
Czynić, Brutusie? Jeśli rzecz się wyda,
Cezar lub Kasyusz nie wyjdzie stąd żywcem,
Bo sam śmierć sobie zadam.
Brutus. Bądź spokojny;
Popiliusz Lena mówi o czem innem,
Bo się uśmiecha, jak widzisz, i wyraz
Twarzy Cezara nic się nie odmienił.
Kasyusz. Treboniusz czasu nie traci; patrz, oto
Odwodzi na bok Marka Antoniusza.

(Antoniusz i Treboniusz wychodzą. Cezar i senatorowie zasiadają)

Decjusz. Gdzie jest Metellus Cymber? Niech wystąpi
I Cezarowi przedłoży swą prośbę.