Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. II.djvu/182

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
174
JULIUSZ CEZAR.

Trochę przyciasna. Ów tłum senatorów,
Pretorów, gminnych suplikantów, który
W trop za Cezarem postępować będzie,
Zgniótłby takiego jak ja nieboraka.
Otwartsze sobie zajmę stanowisko
I tam Cezara oczekiwać będę.

(Odchodzi).

Porcya. A ja tu muszę pozostać. Jak wątłem
Jest serce niewiast! O, Brutusie! niech cię
Nieba wspierają w twojem przedsięwzięciu! —
Pewnie mnie Lucyusz zrozumiał. — I Brutus
Ma także prośbę, do której się Cezar
Nie chce przychylić. Coraz mniej sił czuję —
Biegnij, kochany Lucyuszu, i pozdrów
Odemnie pana. Powiedz mu, tak, powiedz,
Żeś mnie zostawił zdrową i wesołą
I wracaj donieść mi, co on ci powie.



Dzieła Wiliama Szekspira T. I - ornament from p.663.jpg



AKT TRZECI.

SCENA PIERWSZA
Tamże. Kapitol. Posiedzenie senatu.
Tłum ludu na ulicy wiodącej do Kapitolu: wśród tego tłumu ARTEMIDORUS i WIESZCZEK. Odgłos trąb. CEZAR, BRUTUS, KASYUSŻ, KASKA, DECYUSZ, METELLUS, TREBONlUSZ, CYNNA, ANTONIUSZ, LEPIDUS, POPILIUSZ, PUBLIUSZ i inni wchodzą.

Cezar. Idus marcowy nadszedł.
Wieszczek. Tak, Cezarze,
Ale nie przeszedł.
Artemidorus. Wspaniały Cezarze,
Cześć ci i chwała! Przeczytaj ten papier.
Decyusz. Treboniusz prosi, abyś w wolnej chwili
Przejrzał to jego pokorne podanie.