Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. II.djvu/174

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
166
JULIUSZ CEZAR.

A wyjśćżeby z nich miała tajemnica
Męża mojego?
Brutus. O! bogowie, sprawcie,
Abym był godnym tak szlachetnej duszy.

(Słychać kołatanie).

Ktoś puka, Porcyo, opuść mnie na chwilę,
Wkrótce podzieli pierś twa tajemnice
Mojego serca, odkryję ci wszelkie
Moje stosunki, objaśnię ci każda
Z tych chmur, co moje zasępiają czoło,
Ale w tej chwili oddal się.

(Porcya odchodzi).
(Wchodzą Lncyusz i Ligaryusz).

Lucyuszu,
Któż to kołatał?
Lucyusz. Jakiś chory, Panie,
Pragnie pomówić z tobą.
Brutus. To Ligaryusz,
O którym Cymber wspominał. Odejdź, chłopcze.
Cóż tam, mój dzielny Ligaryuszu?
Ligaryusz. Cherlak
Przyszedł ci oto powiedzieć: dzień dobry!
Brutus. Jakiżeś to czas wybrał, o! Kajuszu,
Do krępowania głowy bindą? Szkoda,
Ze jesteś chory!
Ligaryusz. Może nie tak bardzo,
Jeżeli Brutus ma na pogotowiu
Jaki czyn, godzien iść w parze z honorem.
Brutus. Mam ja podobny czyn na pogotowiu,
Jeżeli tylko szlachetny Ligaryusz
Do wysłuchania mnie zdrowe ma ucho,
Ligaryusz. Na wszystkich bogów, których czczą Rzymianie,
Nigdy nie byłem zdrowszy. Duszo Rzymu!
Synu szanownych lędźwi nieodrodny!
Ty jednem słowem, jako egzorcysta,
Rozbudzasz duch mój z letargu. Mów! rozkaż!
pójdę walczyć z niepodobieństwami
I wsiąść im na kark. Cóż jest do roboty?