Strona:Dzieła Krasickiego dziesięć tomów w jednym (Polona).djvu/75

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Już zapalone są ślubne pochodnie,
Już kapłan stanął na stopniach ołtarza;
Rodzice, krewni, znajomi, przychodnie,
Błogosławieństwo dają, lud powtarza:
Żyjcie szczęśliwi długowiecznie, zgodnie,
Niech was Opatrzność sowicie obdarza!
Żyj zacna paro: idź twych przodków śladem;
Jesteś już cnoty, bądź szczęścia przykładem.

Wszystkich są oczy na oblubienicę;
W tej sercu bojaźń z żałością osiadła,
Okrył rumiany wstyd nadobne lice,
Mieni się, staje natychmiast wybladła:
Wtem, gdy postrzegła przy sobie rodzice,
Rodzice miłe, do nóg im upadła,
Ci błogosławią. Kapłan modły kończy,
I wiecznym węzłem prawe serca łączy.

Nie masz zupełnej w życiu szczęśliwości,
Los wdzięczne chwile zaprawia goryczą;
Miłe ogniwa wzajemnej miłości,
I te niefortun bywają zdobyczą.
Wpośród okrzyków powszechnej radości
Przynoszą posły władzę namiestniczą:
Przynoszą rozkaz króla i starszyzny,
Opuścić wszystko, a bronić ojczyzny.

Niespodziewanym wyrokiem strapieni,
Wszyscy natychmiast wodza otaczają,
Wieścią okropną srodze przerażeni,
Na los tak srogi wszyscy narzekają:
Żałość i bojaźń smutne twarze mieni,
Echa żałośne głosy powtarzają.
Zamilkły wdzięcznej odgłosy muzyki,
Ustała radość; ustały okrzyki.

Anno z Ostroga! po twej pięknej twarzy
Nagle wzruszone lecą łzy rzęsiste.
Miłość, co wdzięcznem ogniwem kojarzy,
I wiąże serca przez śluby wieczyste;
Smutne ci chwile w tem rozstaniu darzy,
Niebezpieczeństwa stawia oczywiste.
Dopiero wzięte tak słodkie ogniwa,
Los zbyt okrutny targa i rozrywa.

Równie boleje, lecz boleść zwycięża,
Ten, co twych żalów jedynym jest celem.
Bierze się nagle z pieszczot do oręża,
Z biesiady w bitwę, a z nieprzyjacielem
Jak pójść w zapasy, myśl dzielną natęża,
I zwierzchnem postać okrasza weselem.
Czuje, co traci, lecz go cnota wzmaga,
Z niej umysł mężny, z niej prana odwaga.

Nie los to zdarzył, lecz ten, który losem,
Bóg wszechmogący kieruje i włada.
Śpieszy Chodkiewicz, gdzie wojny odgłosem
Truchleje trwożnych mieszkańców gromada:
Śpieszy, a strasznym gdy pogroził ciosem,
Słodka w umysłach nadzieja osiada:
Wszystkich na niego obrócone oczy,
A żołnierz wodza wygląda ochoczy.

Tak, kiedy zbytnim żarem rozgorzały
Okrąg słoneczny promieniami strzela,
Przejęta ziemia srogiemi upały,
Nadzieje żeńców, kłos zemdlony schyla,
Dżdżu pragną trawy, żeby orzeźwiały,
Dżdżu pragną ziółka, które czczość wysila;
Przychodzi, pora nastaje wesoła,
Krzepią się kłosy, i trawki i zioła.

Dzieło przedziwne kunsztu i natury,
Widać Kamieniec obronny zdaleka,
Wznoszą się twierdze nad skaliste góry;
Huczy w opokach zacieśniona rzeka,
Strzegą przystępu niedobyte mury,
I zamki w mocy stwierdzone od wieka.
Szkopuł fatalny hardego pogaństwa,
Twierdza ojczyzny, zastęp Chrześcijaństwa.

Skoro się zbliżył hetman pożądany,
Natychmiast działa ogromne zagrzmiały;
Drżą okolice, stokroć powtarzany
Odgłos nadbrzeżne podawają skały:
Zwierz się po puszczach trwoży obłąkany,
W ciemne pieczary łanie uciekały.
Pasterze trwożni opuściwszy trzody,
Biegną przelękli po górach w zawody.

Stójcie! waszego obrońcy to hasło.
Waszto w te miejsca wybawiciel spieszy:
Wzmaga ochotę już prawie wygasłą,
I trwożne myśli przelęknionej rzeszy.
Stójcie! bezpiecznie będzie stado pasło,
Wróćcie się, przyszedł ten, co was pocieszy.
Zgnębion niewierny będzie zęby zgrzytał.
Obrońca Polski Chodkiewicz zawitał.

Osierocona boleśnem rozstaniem,
Nie słyszysz, Anno, okrzyków radośnych,
Płacz rzewny częstem przerywasz wzdychaniem,
A zamiast wdzięcznych wyrażeń miłosnych,
Napełniasz smutne miejsca narzekaniem,
Dni pędzisz w płaczu i w myślach żałośnych.
Mieni się twoja uroda przecudna,
Błąkasz się smutna, błąkasz się odludna.

Gdzie nizki padół, lub zarosłe ciemne;
Najskrytsze w puszczach sprawują zacisze:
Gdzie strumyk czyni mruczenia przyjemne,
A wiatr gałęźmi pomału kołysze,
Tam przyrzeczenia wspomina wzajemne,
Na miękkiej korze tam ich pamięć pisze.
Wiatr się ucisza, strumyk słabiej brzęczy,
Podawcze echo gdy smutnie zajęczy.

Jeżeli wzniesie głos, milczą ptaszęta,
I smutnych pieśni, zda się, iż słuchają:
Jeśli w milczeniu płyną jej momenta,
Kwilą żałośnie, i bolu dodają.
Przeszła, ach! przeszła słodyczy ponęta!
Okropnym jękiem echa powtarzają.
Wtem dzika cichość i smutek ponury,
Osiada puszcze, padoły i góry.