Strona:Drugie życie doktora Murka (Tadeusz Dołęga-Mostowicz).djvu/315

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wówczas Lipczyński wyjął z biurka jakiś papier z urzędową pieczęcią i podał Murkowi.
„Naskutek Pańskiego podania z dnia takiego to, złożonego w Kancelarji Cywilnej Pana Prezydenta R. P., sekretarjat Ministerstwa Spraw Wewnętrznych wzywa Pana do przybycia w dniu jutrzejszym o godz. 11-ej min. 15 do gmachu Ministerstwa i zgłoszenia się w sekretarjacie“.
— Cóż to ma znaczyć? — zapytał Murek.
— Przyjmie pana sam minister. I mam jego obietnicę, że nie wyjdzie pan z niczem — klepnął go po ramieniu Lipczyński. — Czy pan wie, że świat rządowy jest poruszony pańską sprawą?
Zdziwiła może Lipczyńskich obojętność, z jaką Murek przyjął tę pomyślną nowinę, złożyli to jednak na karb jego ostatnich osobistych przeżyć. To też doktorowa zaczęła opowiadać, że zajęła się już likwidacją mieszkania Miki, że była na Powązkach, gdzie kazała zasadzić narcyzy i konwalje oraz dwie duże białe azalje. Po chwili przyniosła dziecko, tłumaczyła coś o jakimś nowym systemie odżywiania, którego nie stosuje wbrew opinji męża, bo nie chce eksperymentować. Decyzję wszakże pozostawia ojcu.
— Jeżeli pan postanowi inaczej...
— Przepraszam — przerwał Murek — ja powziąłem inne postanowienie, — chyba, że państwo zmienili swój pierwotny zamiar... Państwo wiedzą, że to nie jest mój syn. Otóż doszedłem do przekonania, że nie potrafię wzbudzić w sobie żadnych uczuć w stosunku do niego. Jest to dziecko człowieka, którego organicznie nie znoszę. I wiem, że o tem nigdy nie zapomnę. U was będzie mu rzeczywiście lepiej. U mnie byłby zdany na opiekę osób zupełnie obcych. Dlatego, jeżeli nie zmieniliście zamiarów, będę państwu bardzo wdzięczny. Oczywiście, ustalimy jakąś kwotę miesięczną, czy roczną, która pokryje koszty utrzymania i wychowania małego.