ſię tey gory, w wtym kroku wſtrzymałem ſię, boiąc ſię boiaźnią wielką, aby mi nie ſpadła na głowę.
Ewangeliſta. Coż tobie tedy mowił ten zacny mąż?
Chrześćianin. Pytał mię, dokądbym ſzedł, i ieżlibym miał Familią. Nad to Chrześćianin daley powiedział, co miał za rozmowę z mędrzcem Swiatowym, nie taiąc i błędu ſwego w ktory potym wpadł i całey niepomyślnośći, ktorey doznał.
Ewangeliſta wſpaniałym głoſem rzecze mu. Zatrzymay ſię trochę, az Tobie przed oczy wyſtawię ſłowa Boże. Chrześćianin ſtał przed nim ze drzeniem, a tak Ewangeliſta iął mowić w ten ſpoſob:[1] Patrzaycież abyśćie nie gardzili tym, ktory mowi: abowiem ieśliż oni nie uſzli, ktorzy gardzili tym, ktory na Ziemi, na mieyscu Bożym mowił, daleko więcey my, ieżliże ſię od tego, ktory z Nieba teſt, odwrocimy, a[2] Sprawiedliwy z wiary ſwoiey żyć będzie, a ieżli by ſię kto ſchraniał, nie kocha ſię wnim Duſza moia. Ktore ſłowa ſtosował potym do Iego mowiąc: Te to ieſt Twoie nieſzczęśćie, w ktoreś wpadł: Tyś to iuż począł gardzić radą Naywżſzego, i odciągać nogi Twoie od ſcieżek pokoiu, co ieſt z niebeſpieczeńſtwem twego właſnego za-