Strona:Dar tęczowy.djvu/6

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 4 —

— Bardzo mi się podoba, — odrzekł chłopiec, i spojrzawszy na mówiącą zdziwił się jej wyglądem.
Przy siwiuteńkich włosach, w obramowaniu ukazała mu się twarz młodziutkiej panienki.
Duże oczy błękitne patrzały na chłopca przenikliwie, a mała rączka wyciągała się ku niemu, jakby go do siebie przywołując.
— Jakie masz imię chłopczyku?
— Nazywają mnie Zbyszkiem.
— A czyś słyszał kiedy o tęczowym darze, ukrytym w różnobarwnej miseczce?
Chłopiec otwarł szeroko oczy z podziwu.
— Nie widziałem tego nigdy, a i niewiem co to oznacza — odpowiedział.
— A więc, mój Zbyszku, — tłomaczyła mu siwowłosa pani — o tęczowym podarku istnieje taka legenda:
Wiesz o tem, moje dziecko, że Bóg zsyła deszcz na to, aby drzewa i owoce rosły i dojrzewały, aby ziemia nie była skalistą, aby kwiaty widokiem swym i zapachem rozweselały świat. Wszyscy cie-