Strona:D. M. Mereżkowski - Julian Apostata.pdf/166

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


odgłosy kroków zamilkły, przeraźliwy jęk wyrwał się jej z piersi, i padła na ziemię zemdlona.
— Otwierajcie!.. W imieniu bogobojnego cesarza Konstancyusza, otwierajcie!
Byli to żołnierze prefekta, których na skutek doniesienia patrycyuszki, matki Juwentyna, wysłano na poszukiwanie buntowniczych „sabelianów,” wyznawców „współistotności,” wrogów cesarza, ukrywających się w katakumbach. Waląc drągami żelaznymi, usiłowali żołdacy wyważyć drzwi kolumbaryum. Budynek drżał w posadach, srebrne i szklane urny z popiołami zmarłych dzwoniły żałośnie. Jedno skrzydło podwoi oderwano.
Anatol, Myrra i Arsinoe rzucili się do wewnętrznych galery i katakumb. Chrześcijanie uciekali wązkimi korytarzami na podobieństwo mrówek, zaniepokojonych w mrowisku, zdążając ze wszech stron ku wyjściom tajemnym, prowadzącym do opuszczonej kamieniołomni. Ale ani Myrra, ani Arsinoe kierunku przejść nie znały. Zabłądzili w labiryncie i dostali się do najgłębszego piętra, położonego o pięćdziesiąt łokci pod ziemią. Oddychać tam było trudno. Z pod nóg sączyła się błotnista woda. Wycieńczone płomyki kaganków ćmiły się. Zgniłe wyziewy zatruwały powietrze. Myrra czuła zawrót głowy i straciła przytomność.
Anatol wziął ją na ręce. Co chwila groziło im spotkanie z legionistami. Mogli oni zasypać wyjścia, a wtedy byliby żywcem pogrzebani.
Na szczęście usłyszeli wreszcie wołanie Juwentyna:
— Tędy, tędy!
Zgięty młodzieniec niósł na plecach starego Dydyma. Po kilku minutach wydostali się wszyscy przejściem tajemnem do kopalni, stamtąd zaś na Kampanię.