Strona:D. M. Mereżkowski - Dekabryści.djvu/87

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    plecy zarzucona luźna kacawejka, gdyż babunia wiecznie ziębła. Na pół godziny przed wyjściem staruszki z sypialni, jedna z rezydentek, Niemka spasiona jak kupiecka klacz, siadywała na fotelu, aby wygrzać miejsce. W krześle siedziała babunia prosto, mimo niezliczonych poduszeczek, które |ją otaczały, jedwabnych, wełnianych, wyszywanych. Przy sobie na stole miała zawsze puszeczkę z pudrem i pudrowała się często, ocierając się chusteczką lub skórką z pęcherza. U nóg jej na okrągłym stołeczku, leżała zawsze zwinięta w kłębek suczka bolońska, okropnie zła — Fidelka.
    — Powiedz, czemu ty tak trzęsiesz tacą — mówiła babunia do dziewki służebnej Martuszki, gdy ta przynosiła jej z rana herbatę.
    — A bo Fidelka bardzo mnie po nogach kąsa.
    — Czyż dlatego masz tacą trząść? — dziwiła się Natalia Kiryłówna.
    Była bardzo delikatnego zdrowia i przy najlżejszej słabości kładła się do łóżka i przystawiała do skroni kompresy, moczone w occie. Nie lubiła słuchać o nieboszczykach. Stara rezydentka Zacharowa, posłyszawszy o czyjejś śmierci, przychodziła do sypialni powiedzieć o tem pani na ucho.
    — Cicho bądź! Nie mów nikomu, że ja wiem, tyś mi nic nie powiedziała, pamiętaj! — nakazywała jej srogo babunia.
    Jednakże w mezaninie, tuż prawie nad sypialnią, umarła jedna z rezydentek, których mnóstwo było w domu.
    — Umarła — zwiastowała Zacharowa swej pani, wskazując palcem na sufit.
    — Cicho bądź!