Strona:D. M. Mereżkowski - Dekabryści.djvu/240

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    — Widzieć ją chcesz, jak tylko skończymy śledztwo, zobaczysz ją. O żonę i Nastię bądź spokojny. One moje! wszystko dla nich zrobię.
    — Nagle spojrzał na niego i pokiwał głową z żałośnym uśmiechem.
    — Jak wy mogliście? Co ja wam zrobiłem? — zachlipał tym razem szczerze.
    Nad sobą użalił się; pauvre diable. Biedny mały, biedny Niks.
    — Darujcie! darujcie! wasza cesarska mość — jęknął Rylejew, jak śmiertelnie ugodzony, przypadając mu do nóg. Albo lepiej nie, nie przebajcie, śmiercią ukarzcie zaraz, bo nie przeniosę tego.
    — Bóg przebaczy! dosyć już, dosyć! — mówił cesarz i objął go i całował, głaskał ręką po głowie, ocierał łzy to sobie, to jemu, jedną chusteczką.
    — No! z Bogiem! do jutra! spij spokojnie. Pomódl się za mnie, a ja za ciebie. Daj przeżegnam. O! tak! Chrystus z tobą.
    Pomógł mu wstać i sam powiódł do drzwi adyutantury, gdzie zawołał.
    — Lewaszew! odprowadzić.
    — Chusteczka! wasza cesarska mość — rzekł Rylejew podając chustkę.
    — Weź na pamiątkę — odrzekł cesarz podnosząc oczy w górę. — Bóg widzi, że chciałbym otrzeć tą chusteczką łzy, nie tylko twoje, ale wszystkich cierpiących, uciśnionych i płaczących.
    Wychodząc Rylejew nie zauważył, jak z poza ciężkich fałdów, owej portyery, której szelest niepokoił go, wysunął się Benkendorf.
    — Zapisałeś wszystko? — zapytał cesarz.
    — Niektórych rzeczy nie dosłyszałem. No! teraz rzecz skończona! Mamy wszystkie imiona,