Strona:Cyklista na wycieczkach. Lwów-Gdańsk.pdf/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Giełdzińskiego, zawierające nader cenne okazy prawie wyłącznie takich przedmiotów, które pochodzą ze starożytnego Gdańska. W bardzo przyspieszonem tempie uganiając się całe rano po mieście, około g. 3-ciej mogliśmy sobie powiedzieć, żeśmy już widzieli niemal wszystko, co w tym krótkim czasie widzieć można było, i udawszy się na Langenbrucke kupiliśmy bilety na statek, idący do Neufahrwasser i Westerplatte, aby jeszcze nacieszyć się morzem.
Już to, co prawda, morze zajmowało mnie nadewszystko, bardziej jak wszystkie cuda archiktury, pełną garścią rozsypane po mieście. Z przystani Gdańskiej kanałem na rzece Motlau (nie mogłem się dowiedzieć, jak się nazywa po polsku) w przeciągu 45 minut staje się w Westerplatte, zkąd za dziesięć minut piechotą przeszedłszy piękny park, jest się nad brzegiem morza, które dziś mocno wzburzone dało nam prześliczną kąpiel, dziwnie orzeźwiającą po tylodniowem zmęczeniu i dzisiejszem forsownem uganianiu się. Po kąpieli przybyliśmy na tamę, zrobioną z olbrzymich brył granitu, wsuniętą na 882 metry w morze, na końcu której zbudowano elektryczną latarnię morską, gdy ta, którąśmy widzieli na Heli, oświeca się pospolitą naftą. Po zwiedzeniu olbrzymich pancerników wojennych poszliśmy na koncert muzyki wojskowej w parku i raz jeszcze nad morze, gdzieśmy milcząco przesiedzieli aż do odejścia ostatniego statku.