Strona:Chimera 1907 z. 28-30.djvu/599

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.
    586CHIMERA

    Nie znaczą wcale, co? kiedy? się działo —
    W godzinę, wybić liczby jej, nie mogą!

    Rzekłbyś — w Tytańskim z wiecznością zapasie
    Mniejsza! czy biją minuty? czy lala?
    I t każda wątpi o sobie i czasie —
    Każda dogania się, lecz nie ulata...

    Jakby wcielonej ciągle puls Ironii:
    Słysząc, wiesz naprzód i wiesz ostatecznie,
    Że z godzin żadna siebie nie dogoni!
    Że nie wydzwoni siebie, dzwoniąc wiecznie!

    A ten systemat sprężyn, bez ich celu,
    Jakby tragedya bez słów i aktorów,
    Jak wielu nudów i rozpaczy wielu
    Muzyka gwałtem szukająca chórów:

    Raz w raz porywa spazmem za wnętrzności,
    Jak niezwykłego do morza człowieka;
    Tylko nie spazmem nudy, lecz wściekłości,
    Który, sam nie wiesz, zkąd? i po co? wścieka.

    Wtedy to próba jest, wtedy jest waga,
    Ile? nad sobą wziąłeś panowania;
    Wartość się twoja ci odsłania naga —

    I oto widzisz, ktoś-ty?.. bez pytania.