Strona:Cecylia Niewiadomska - Lat temu dziewięćset.djvu/10

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jeszcze promień łaski, chce nieść zbawienie pomiędzy pogany. Znać Pan sam go powołał na te trudy, i ducha mu rozpala coraz gorętszem pragnieniem i serce dręczy tęsknotą do czynu. Pójdzie za wolą Pana.
A gdzież piękniejsza praca i pilniejsza? Tysiące ludzi umiera codziennie bez imienia Chrystusa, bez krzyża zbawienia, nie słysząc słowa, które już lat tysiąc blizko, jak Chrystus kazał roznieść na świat cały. A rozkaz Jego dotąd niespełniony! Więc spieszyć trzeba.
Król słuchał, myśl ważył, opierać się nie śmiał woli biskupa. Skoro Bóg sam woła...
I myślą śmiałą szedł za apostołem w krainy sąsiednie. Gdy prawdy wiary jedną usuną granicę wśród bratnich ludów, kto wie, czy nie łatwiej inne zapory usunąć się dadzą, by w silną całość złączyć cząstki słabe... Boża w tem wola.
Więc też nie sprzeciwiał się chęcią ni słowem świętemu gościowi, pomoc mu przyrzekł. Gdy stopnieją lody, słońce zaświeci jaśniejsze, cieplejsze, zbrojnych mu doda rycerzy i sługi, łodzie wygodne i cała wyprawa popłynie z rzeką na północ, ku morzu, do Prusów ziemi. Tam biskup nauczać będzie słowem miłości, a zastęp rycerzy powagi doda i siły tym słowom.
Daremnie kapłan przekonywał księcia, że słowo Boże moc ma wszechpotężną, większą od miecza, — Bolesław nie wątpił, ale ma takie w duszy przekonanie, że zbrojna pomoc nie wadzi nikomu. Może to Boskie natchnienie.
Tymczasem stopniały śniegi i spłynęły lody,