Strona:Cecylia Niewiadomska - Bez przewodnika.djvu/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

czem pochwalić przed stryjem, poszło nam jak po maśle, ośmioletni dzieciak dokazałby takiej sztuki. Chodźmy.
— A nie macie się co spieszyć — mówił Ślimak, wyjmując z ust krótką fajeczkę — bo poszli dzisiaj wszyscy do Morskiego.
— Co? — zawołali obaj chłopcy razem.
— A jakże, o świtaniu, Wojtek przecie poszedł pod rzeczy, a Maciej przewodniczy. Toć wiem. Poszło gości ze 12 osób. Starsze kobiety pojechały szosą, a co młodsze to na Zawrat. A wracać mają pozajutro na Waksmundzką, toć nie macie poco do Liptaka chodzić. Zaczekać trzeba.
Bracia patrzyli na siebie.
— A gdzieżeście stanęli?
— Na Chramcówkach.
— Zapłacicie! — pokiwał Ślimak głową. — Jest tu u mnie izba pusta, gdybyście też chcieli.
— My na parę dni tylko do Zakopanego. Zabierzemy siostrę i wracamy.
Teraz Ślimak się zdziwił.
— A z mieszkaniem? — zapytał. — Toćby Liptak znalazł sobie na całe lato gości.
— Krzywdy mu przecie nie zrobimy.
— To wiadomo, przecie sprawiedliwiście, ale będziecie mieli szkodę.
— Cóż robić.
Wracali ku Krupówkom zamyśleni. Co teraz robić? Czekać trzy dni w Zakopanem? Szkoda czasu. Zwłaszcza w taką pogodę. Blizkie wycieczki mniej nęcą: dolinki do siebie podobne, tyle razy