Strona:Bukowiński Władysław (Selim) - Na greckiej fali.djvu/26

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
VI.


Promienny ranek budził się nad falą,
Kiedy nasz okręt w Pirejskiej przystani
Rzucał kotwicę. Znów mewy się żalą,
I znów słoneczna marzeń moich pani
Na pokład biegnie, by powitać wzgórza
Attyki, która z mgieł się już wynurza.

Witaj nam, cudna Temistoklów ziemio!
Ach! Jak lwy twojej bronili wolności,
Dziś w zapomnianych gdzieś mogiłach drzemią,
Lub może ten sam wiatr ich suszy kości,
Który po wzgórzach bez pamięci tańczy
I niszczy plony drzew, nakształt szarańczy.

Do statku drobne podpływają barki,
Prując szafiry, jak śnieżne łabędzie.
Więc z okrętowej spuszczamy się arki
Na łódź, co w pierwszym kołysze się rzędzie.
Przewoźnik flagą błękitną potrząsa
I — łabędź z nami już po fali pląsa.