Strona:Bukowiński Władysław (Selim) - Na greckiej fali.djvu/19

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Zbudź się! Dzisiejszy dzień do nas należy,
Dusze znów szczęściem wypełnić nam zdoła...
Z wełnami morza igra wietrzyk świeży,
Grzywami grzbiety ich strojąc dokoła,
A tam, na prawo, w ogniu słońca płoną
Nadbrzeżne wzgórza, w wód wpatrzone łono.

Nowy dzień nową niesie wrażeń falę.
Od pocałunków żaru usta bolą,
Gdy okręt, prując szafiry wytrwale,
Wpływa, jak łabędź, do zatoki Wolo,
Gdzie, osłoniony od wiatru powiewu,
Zdaje się słuchać szumu wód i śpiewu.

Pójdź! Posłuchajmy tej odwiecznej pieśni,
Tej skargi zewsząd odpychanej fali.
Ach, jeszcze jeden dzień niech dusza prześni!...
I nas od siebie ludzie odpychali,
I w nas — gdzieś w głębi — podobna pieśń cicha
Skarży się, jęczy, zawodzi i wzdycha.

Lecz jeszcze jeden dzień, jeszcze dni parę
Zapomnieć możem o troskach żywota,
Więc niechaj chmury rozstąpią się szare,
I niech brzmi w duszach pieśń miłości złota,
I niech tym czarem przyroda nas poi,
Co bóle wszystkie łagodzi i koi...