Strona:Bukowiński Władysław (Selim) - Na greckiej fali.djvu/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Gdzieś za skalistą ukryte uboczą,
Jak w homerycznych czasach, wyjdą cudne
I razem taniec miłosny zatoczą.
Śpiewem wypełnią te miejsca odludne,
Zachwytem pojąc wędrownika, który
Piersią okrętu pruje wód lazury.

O greckie wody, o łagodne wzgórza,
Oliwne gaje, kolumn, świątyń gruzy!
Chociaż nad wami przeszła dziejów burza,
Zda się, że dotąd wiecznie młode muzy,
Miejsca te boskie zająwszy na stałe,
Głoszą w swych pieśniach — dawnych wieków chwałę.

Lub że za chwilę Posejdon, Atene —
Zejdą w obłoku ze śnieżnego szczytu
I, prahelleńską odtwarzając scenę,
Znów, jak w podaniach ateńskiego mytu,
Trójzębem złotym z lazurowej toni
On konia, ona oliwkę wyłoni...



Zbudź się!... Twych drogich ust czarowna róża
Przez sen się jeszcze rozchyla miłośnie.
Kaskada włosów twych wonią odurza,
Potok ich, zda się, z każdą chwilą rośnie...
Na śnieżne twoje spadają ramiona,
Jak miękka, wonna, złocista zasłona.