Strona:Bruno Jasieński - Człowiek zmienia skórę.djvu/274

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nie, nie żyłam z Jereminym. To zwykłe kłamstwo. Flirtowałam z nim. Nic nie miałam przeciwko temu, aby się we mnie zakochał. Wiedziałam, że mnie nienawidzi, to mnie podniecało. Zabawne było widzieć go u mych stóp.
Między Niemirowskim a mną zawarta została swoista milcząca umowa. Ja pomagałam mu w drobnych jego sprawach, on nie mieszał się w moje. Wiedziałam, że on plącze „towarzyszom“ z komitetu partyjnego karty i świadomość tego dawała mi satysfakcję...
No, zdaje się, wszystko. Przez całe me życie nie zrobili ludzie dla mnie niczego, za co byłabym im wdzięczną. Nie mam ich za co kochać. Lękam się bardzo śmierci. Jedyne świetlane piętno w ciągu ostatnich miesięcy — to miłość ku panu. Nie, oszukuję pana, nie mówię, że kocham pana do szaleństwa. Byli ludzie, których więcej od pana kochałam. Nikt w życiu nic zrobił mi nic dobrego. Człowiekowi, któryby mi podał rękę w obecnej sytuacji, całe życie nie zapomniałabym tego. Umiem być wdzięczną, jak pies. W ciągu trzydziestu dwu lat nie wydałam ani jednej kropli mej wdzięczności...
No więc, już widno. Może mnie pan odesłać spowrotem do celi...