Strona:Bruno Jasieński - Człowiek zmienia skórę.djvu/164

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Przejdź tedy na akord.
— Też wymyśliła: akord! Kto nawali więcej, ten zaraz pan! A może nie ma on żadnych potrzeb, — nażarł się i nabok. A inny chociaż i zrobił mniej, za to ma duchowe potrzeby nie proste, a z komplikacją. Według tabeli nie określisz tego. Podsuwają mi codziennie pod nos tabele: ten tyle wypracował, tamten tyle. Myślisz, że im płacę według tabel, człowieka krzywdzę? Na oko widzę, co człowiek wart. Może on podług tabeli i za czterech się napracował, a jeżeli to tępy człowiek, — poco mu tyle pieniędzy? Naprzykład, miejscowi tadżycy lub uzbecy. Jakie oni mają potrzeby? Wiadro zielonej herbaty wylizał bez cukru i pięknie. Poco im pieniądze? Inna sprawa rosjanin, on wprawdzie zrobił mniej, ale chłopak, widać, morowy. Czyż można takiego człowieka pedług tabeli krzywdzić? Lenin sam powiedział: każdy podług zdolności, każdemu wedle potrzeb.
— Ależ za takie rzeczy należy cię pod sąd oddać. Dezorganizujesz w ten sposób całą pracę, uniemożliwiasz współzawodnictwo. Teraz rozumiem, dlaczego współzawodnictwo przy robotach ziemnych nie klei się. Robotnicy, powiadają, nie są zadowoleni z akordu. Ach, ty sukinsyn! Boją się poprostu przez ciemnotę poskarżyć na ciebie. Myślą, rzeczywiście zależy od ciebie, — ile zechcesz, tyle i dasz.
— A jakież to socjalistyczne współzawodnictwa, pozwoli pani zapytać, jeżeli za nie pieniądze się płaci? Socjalizmu za pieniądze się nie buduje. Entuzjazm mas karmi się nie kiełbasą, a ideą. Chcesz pójść na zawody? Proszę, proszę! Tylko nie będziesz