Strona:Bruno Jasieński - Człowiek zmienia skórę.djvu/033

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


leziono pokłady fosforów, azbest, mikę, rudy miedzi, — wszystko, co pan chce...
Weszli do budynku lotniska, gdzie oczekiwat już nakryty stół. Siadło ich pięcioro. Piąty był cywilem, w średnim wieku, z roztwartym kołnierzem rosyjskiej koszuli. Twarz jego i szyja opalone były na bronzowo.
Pilot wziął z framugi okna kawałek wapniaka, rozbił, powąchał i podał Clarkowi. Z wapniaka unosił się cierpki zapach nafty. Pilot śmiejąc się zaczął coś mówić naczelnikowi lotniska. Clarke chwycił kilkakrotnie powtarzające się słowo „fakir“.