Strona:Bronisław Komorowski - Po śmierci.djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
STASIA (z najwyższą czułością.)

Dla ciebie mój kochany? O, choćby stokrotnie
Tyle mi znieść wypadło — i bardziej sromotnie
Przyszło wydać się oczom niespłukanym w niebie:
To ja bym nie zaparła mej miłości — ciebie!

WALERY.

O, tegom ja nie godny...

PIOTR (n. s.)

Dziewczysko poczciwe!

STASIA.

Jednak... przyszło te słowa, może nieco żywe,
Odpłakać bardzo ciężko...

WALERY (z zapałem.)

Przezemnie! przezemnie!

STASIA (oglądając się na drzwi.)

Teraz zbiegłam do ciebie tu miły! tajemnie...
Oddano mię pod ścisły nadzór guwernanty —
Łzami, kupiłam chwilę...

WALERY.

Drogiemi brylanty
Kupiłaś!

STASIA.

Lecz dla ciebie! dla ciebie mój drogi!...

WALERY.

Ach, w obec takich ofiar jakżem ja ubogi!
Jak ty mi poczuć dałaś mą duszę poślednią!

STASIA.

Dość! o, dość! czy ty chciałeś mieć miłość wybrednią?...
Miłość, jak słup promieni powinna być prosta,
Serce wziąwszy za słońce.

PIOTR (n. s.)

To jest „prosto z mosta!...“
Dalipan, mądre dziewczę!

WALERY (wpatrzony w jej oczy, pieściwie.)

W oczach twoich, miła,
Leży taka prostoty niepomierna siła,
Że ust twoich nie słysząc można w nich wyczytać
Myśli twoje... Ty wzdychasz?... O, pozwól więc spytać:
Ile nam pozostało nadziei? — gdzie szukać
Gwiazdy naszej?...