Strona:Bracia Grimm - Władca malinowy.djvu/6

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 4 —

dzisiaj. Mielibyśmy do wafli wyborne konfitury i marmoladę.
— Pójdziemy obie do lasu i nazbieramy! — zawołała Terenia — bardzo to miłe zajęcie.
— Pokłońcie się odemnie waszemu robaczkowi — dorzucił Julek, — jeśli kiedy z nim się zobaczę, zjem go natychmiast!
Terenia i Adelcia wyruszyły do lasu szczęśliwe.
Ach! jak tam było prześlicznie! Pełno paproci i kwiatów, konwalji i dzwonków liljowych...
A co krok to wysuwały się z pod mchu czarne jagódki, a na wzgórkach rosły słodziutkie poziomki i stały wyprostowane, jak żołnierze, surojadki i borowiki.
Dziewczynki nie zbierały ani jagód ani grzybów, szukały tylko miejsca, gdzieby można było uzbierać jaknajwięcej malinek.
Szły coraz dalej i dalej i coraz głębiej w las się zapuszczały.