Strona:Booker T. Washington - Autobiografia Murzyna.djvu/88

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


miała kosztować sześć tysięcy dolarów. Suma ta przerażała nas, ale była to rzecz niezbędna. Trzeba było albo upaść — albo iść naprzód, a dzieło nasze mogło oddać usługi tylko rozwinięte na wielką skalę.
Zaledwie rozeszła się po mieście wiadomość o naszym zamiarze, spotkała mnie miła niespodzianka. Jeden biały Południowiec, właściciel tartaku w okolicy Tuskegee, ofiarował się dostarczyć nam budulcu bez innej gwarancyi, prócz zobowiązania, że spłacimy należność, doszedłszy do potrzebnych funduszów. Powiedziałem mu otwarcie, że w tej chwili nie mamy pieniędzy do rozporządzenia, nalegał jednak i przyjęliśmy jego propozycyę, gdy tylko udało nam się zgromadzić trochę pieniędzy.
Miss Davidson zabrała się znowu do dzieła i w samem Tuskegee zaczęła zbierać pieniądze. Nigdy chyba nie było ludzi szczęśliwszych od naszych murzynów, gdy się dowiedzieli o budowie nowego gmachu. Jednego razu, gdy odbywaliśmy posiedzenie w celu zebrania funduszów na budowę, przybył do miasta stary murzyn z czasów wojny domowej, z miejscowości odległej o mil dwanaście, wioząc na wózku ogromnego wieprza. Upatrzył odpowiednią chwilę na zebraniu, powstał i oznajmił, że nie ma pieniędzy do ofiarowania, ale wyhodowawszy dwa piękne wieprze, przywiózł jednego na rzecz budowy nowego gmachu. Zakończył zaś temi słowy:
„Każdy murzyn, który kocha swój naród i ma szacunek dla samego siebie, powinien przywieźć wieprza na następne zebranie“.
Wielu murzynów zaofiarowało nam znaczną liczbę dni pracy przy budowie.
Wyczerpawszy już wszystkie źródła w Tuskegee, miss Davidson zdecydowała się odwołać do ofiarności ludzi z Północy. Kwestowała po domach, przemawiała w kościołach i do dzieci w szkołach niedzielnych i w rozmaitych stowarzyszeniach. Było