Strona:Booker T. Washington - Autobiografia Murzyna.djvu/47

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


turalnie wszystko co mieli, a potem powracali do pracy na tych samych warunkach, obdłużeni po uszy, lub szli do innych kopalni, co pociągało za sobą znaczne wydatki. W każdym z tych dwóch odpadków położenie ich pod koniec bezrobocia było gorsze niż przedtem. Dopóki nie rozpoczęły się bezrobocia w tej okolicy, znałem sam górników, którzy mieli znaczne oszczędności; ale od chwili, gdy pojawili się agitatorzy, oszczędności — nawet najpracowitszych robotników, zaczęły topnieć. Dawniej znałem górników, którzy mieli sporo pieniędzy złożonych w bankach; ale po wystąpieniu na widownię zawodowych agitatorów, zaczęły się rozpływać oszczędności nawet najprzemyślniejszych robotników.
Matka i cała rodzina ucieszyła się mojem przybyciem i postępami, jakie uczyniłem przez te dwa lata nieobecności. Radość wszystkich murzynów w mieście, dorosłych i małych — a szczególnie starych — była wzruszająca. Musiałem iść w odwiedziny do każdego domu, przyjąć posiłek i opowiadać o pobycie w Hamptonie. Prócz tego musiałem przemawiać w kościele co dzień w niedzielnej szkole i w innych miejscach, prócz kościoła. Ale tego, czego najwięcej pragnąłem — pracy — nie mogłem znaleźć. Nie było pracy z powodu bezrobocia. Pierwszy miesiąc wakacyi przeszedł na szukaniu zajęcia, któreby mi pozwoliło opłacić koszta powrotu i pierwsze wydatki w szkole.
Pod koniec miesiąca wybrałem się dość daleko, szukając roboty. Wyprawa nie powiodła się; noc nadeszła, zanim mogłem pomyśleć o powrocie. O milę od Maldenu zabrakło mi sił; nie mogłem już postąpić ani kroku, i musiałem się zatrzymać w starej, opaszczonej budowli, żeby w niej przepędzić resztę nocy. Około trzeciej rano, mój brat Jan zastał mnie tam śpiącego i oznajmił — jak mógł najostrożniej — że nasza droga matka umarła podczas nocy.