Strona:Booker T. Washington - Autobiografia Murzyna.djvu/109

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ROZDZIAŁ XII.
POSZUKUJEMY KAPITAŁÓW.


Kiedy już jadalnia została urządzona, mogliśmy dać dziewczętom pokoje na poddaszu naszego pierwszego domu, noszącego nazwę „Porter Hall“. Ale ilość uczniów obojej płci powiększała się ciągle. Chłopców można było mieścić na dworze, lecz niepodobna było tego czynić z dziewczętami. Wystąpiła wkrótce nowa trudność. Potrzeba nam było koniecznie większego budynku na pomieszczenie wszystkich wychowańców — chłopców i dziewcząt. Budowa nowego gmachu stawała się niezbędną, gmachu nierównie większego i czyniącego zadość wszystkim potrzebom internatu, z pokojami dla dziewcząt i jadalniami, w których mogliby jadać razem wszyscy wychowańcy.
Po zrobieniu planu okazało się, że na koszta budowy potrzeba nam dziesięć tysięcy dolarów. Jak zwykle, brakowało nam kapitału, lecz mimo to wybraliśmy nazwę dla nowego domu — można to było uczynić i bez pieniędzy. Nazwaliśmy go „Alabama Hall“, na cześć stanu, na którego terytoryum otworzyliśmy nasz zakład. I tym razem miss Davidson potrafiła skłonić białych i murzynów w Tuskegee i okolicy do nowej listy składek. Odpowiedzieli na jej wezwanie, każdy według możności, i jak pod „Porter-Hall,“ nasi wychowańcy tak i pod nowy gmach wykopali fundamenty. Byliśmy już bez grosza, kiedy poratowała nas szczodrość generała Armstronga, objawiająca się w sposób, który utwierdził we mnie jeszcze więcej przekonania o jego wyższości nad zwykłymi ludźmi. Ogarnął nas wielki niepokój na myśl, że może nam zabraknąć środków na dalsze prowadzenie budowy i wtedy właśnie otrzymałem telegram od generała Armstronga, w którym propo-