Strona:Booker T. Washington - Autobiografia Murzyna.djvu/100

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mięso było surowe — innym razem spalone, albo chleb był bez soli, albo zapomniano zrobić herbaty. Jednego razu o pierwszej byłem przy drzwiach jadalni i słuchałem skarg jeszcze gwałtowniejszych i liczniejszych niż zwykle, bo śniadanie było tego dnia zupełnie nieudane. Jedna z dziewcząt odeszła od stołu do studni napić się wody, zamiast śniadania, którego jeść nie mogła. Przyszedłszy do studni, zastała sznur zerwany i nie mogła napić się wody. Nie wiedząc, że jestem niedaleko, odeszła, mówiąc zniechęcona:
— I pomyśleć, że w tej szkole nie można nawet wody się napić!
Nigdy chyba skarga nie przygnębiła mnie do tego stopnia.
Pan Redford, o którym już wspomniałem, jeden z naszych administratorów i wierny przyjaciel naszego zakładu, przyjechał nas odwiedzić. Pokój, który zajmował, był nad jadalnią, i jednego dnia obudziła go gwałtowna kłótnia pomiędzy dwoma uczniami, sprzeczającymi się o filiżankę do kawy. Jeden z nich dowiódł, że od trzech dni jej nie używał, i wygrał sprawę.
Dzięki cierpliwości i staraniu, wydobyliśmy się z tego zamętu, jak zwykle bywa z każdą trudnością jakiejkolwiek natury, byle się tylko nie poddać zniechęceniu.
Gdy wspominam te czasy, nie żałuję nigdy tego, com przeżył. Uważam, że korzystniej było dla nas mieć na początku kłopoty i nieprzyjemności. Uważam i to za dobre, że uczniowie umieli kopać fundamenty pod kuchnię i jadalnię.
Nie żałuję tego mieszkania ponurego, źle oświetlonego i wilgotnego, które musieliśmy zajmować. Piękne pokoje byłyby nam może pozawracały od początku głowy i przejęły dumą. Nie każdemu dano jest prowadzić w dalszym ciągu dzieło, którego podstawy sam założył.
I dziś, kiedy nasi dawni uczniowie przyjeżdżają