Strona:Bolesław Londyński - Pani Kanapka czyli burza w Pacanowie.djvu/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Żosia. A jeżeli dzieci nie będą jadły ciastek, to dla kogo pani Kanapka będzie je robić?
Karolek. Dla dorosłych.
Tadzio. (nieśmiało) To może i my dostaniemy od nich.
Pani Kanapka. (czule patrząc na nich na stronie). Poczciwe dzieci! Te dziewczątka blondynki — jak miód. Chłopczyki, bruneciki, jak, czekolada. O wy moje słodycze, moje przysmaczki. (sciska dzieci kolejno).
Faworek. Jeszcze nie wszystko! Trzeba by zamknąć okienice. Podejrzane osoby chodzą przed sklepem. Trzeba ostrzedz panią. Proszę pani. Mnie się zdaje, że trzeba sklep zamknąć.