Strona:Bolesław Londyński - Czapka-niewidka.djvu/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rzył, ażeby pomódz wyjść z powozu pięknie ubranemu młodzieńcowi.
— Co to takiego? — Zawołał ździwiony młynarz. Do mnie nigdy jeszcze nie przyjeżdżali tacy wspaniali goście! Boże, a ile przedmiotów drogocennych zwieźli ze sobą! — dodał, spostrzegłszy, że służba dźwiga do młyna całe pudła różnych skarbów.
— Witaj, ojczulku, najdroższy; dały się w tem słyszeć nad samem uchem znajome głosy trzech zaginionych bez wieści synów. — Masz, napij się za nasze zdrowie zamorskiego winka, które przywieźliśmy ci w podarunku.
Przy tych słowach syn najstarszy podał mu złoty kubek, napełniony tym zaczarowanym napojem, o którym była mowa wyżej. Nie zdążył młynarz osuszyć kubka, gdy nagle poczuł tak gorącą miłość dla wszystkich trzech synów, że porwał ich w swoje objęcia i nie mógł się nimi nacieszyć, obsypał ich najczulszemi pocałunkami, nadawał im naj-