Strona:Bohater Carlyle'a i nadczłowiek Nietzsche.djvu/066

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


»Czy posiadacie odwagę, braciszkowie? Odwaga świadectwa nie potrzebuje, ani nawet świadectwa ze strony Boga, który ją widzi, — odwaga orła samotnego.
»Kto patrzy w przepaście okiem orła, kto na skrzydłach orlich zawisł nad krawędzią przepaści łez, — ten tylko jest odważny.
»Człowiek jest złą istotą, powiadają mędrcy. O! Żeby to było prawdą! bo przewrotność, to siła człowieka.
»Dlatego wy, nadludzie, powinniście starać się stawać z dniem każdym gorszymi(!), okrutniejszymi, twardszymi. W ten tylko sposób człowiek się wznosi w krainę błyskawic... gdzie błyska przed nim światło prawdy (której podobno nie było i nie będzie wedle Nietzschego).
»Wy ludzie wielcy, którzy tworzycie to, co stanowi wartość, nie miejcie względu na bliźniego, ale tylko na siebie samego(!). Ten wzgląd na bliźnich, to cnota ludzi małych (czyli innemi słowy, nadczłowiek a egoista to jedno i to samo).
»Co jest najdalszego i najgłębszego i najwyższego w człowieku, zadziwiająca jego siła, to wszystko czyż nie kipi w waszym garnku?«
Tak, kipi... ale w sercu, z oburzenia na tę bezbrzeżną pychę, cynizm wyrafinowany i szaleństwo.
Każdy człowiek dostraja się mimo woli do swego ideału. A tu jest nim nadczłowiek, który lubuje się w zbrodni i występku, szuka we wszystkiem siebie, nie zna względów,