Strona:Bohater Carlyle'a i nadczłowiek Nietzsche.djvu/057

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przez umysł jego przeszło myśli wiele, to w nich porządku, logiki było mało, strasznie mało, owszem znacznie mniej, niż u któregokolwiek innego rzeczywistego myśliciela.
»Also sprach Zarathustr[1] oto formułka czarodziejska, mająca pogodzić największe sprzeczności i być źródłem wszelkiej mądrości. Coś tak, jak u uczniów Pitagorasa, »αυτοòς έφη« »on powiedział« decydowało o wszystkiem. Tylko, że Pitagoras był powagą rzeczywistą i myślicielem wielkim, a Zarathustra — dziwakiem, a w dodatku utworem chorej wyobraźni.
Jakkolwiek bądź jest faktem, że wystąpienie Nietzschego wywołało wielkie zainteresowanie nietylko w Niemczech, gdzie wyrósł i dojrzał, ale także wśród Francuzów, Włochów i u nas Polaków.

I jest czemś się interesować, bo jak pisze jeden z jego wielbicieli: »Nietzsche lubuje się w aforyzmach, zdaniach urywanych, krótkich, oryginalnych, imponujących swemi porównaniami i... powabem swych haseł. W nich szukać nie trzeba zgody, t. j. logiki, ani prawdy (sic); bo ich siła tkwi w pomysłowości, wyszukającej coraz to nowe, niebywałe drogi, w stylu, który czaruje. Ktoby chciał z jego aforyzmów, haseł i zdań utworzyć harmonijny i logiczny system, ten w Syzyfową wdałby się robotę, prędkoby dał za wygraną, choćby był krytykiem najtęższym i filozofem najgenialniejszym.«

  1. »Tak rzekł Zarathustra.«