Strona:Bohater Carlyle'a i nadczłowiek Nietzsche.djvu/053

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


głębszej, o horyzoncie ciasnym, w trudnych położeniach bez krwi zimnej, spokoju, pewności siebie. Błędne i smutne koleje jego życia streścić można w jednem słowie »egoista«.
Więc może ze względu na kwiecisty i czarujący styl? I to nie. — »Jest w sposobie jego pisania coś teatralnego, — coś, co szminką trąci, brak mu świeżego i naturalnego tonu.«
A może ze względu na usługi, oddane społeczeństwu? I to także nie. »Mówiąc o nim, pominąć nie podobna strasznej sumy złego, przezeń spowodowanej. Dziwić się wypada, że ze szkodą, jaką wyrządził, łączy się tyle osobistych zalet.« Jakie to są, Carlyle dyskretnie przemilcza; może ich wcale nie widzi? W każdym razie ową sumę złego nazywa »wielkim pożarem, obejmującym świat, — pożarem, któremu imię »Wielka Francuska Rewolucya« a ojcem Rousseau.«
Wreszcie może ze względu na to, że był miłym i przystojnym? I to znowu nie! »Patrzcie na jego portret. Twarz jego ma wyraz cierpienia, — pospolita, podła. To twarz typowa człowieka-fanatyka.«
Cóż tedy ostatecznie upatrzył w nim Carlyle?
Posłuchaj. »Cechą każdego bohatera charakterystyczną — powiada on — jest dążenie do celu; otóż w tem dążeniu on się odznaczył.«
Piękna rzecz! Jeżeli do bohaterstwa potrzeba tylko tyle, to bohaterem jest Caserio, który w Lyonie zasztyletował Carnota, bohate-