Strona:Bohater Carlyle'a i nadczłowiek Nietzsche.djvu/046

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nie poprawiał, ale niszczył. Któż inny, jak nie on, stawiał zasady, że: »wiara sama usprawiedliwia«, że »grzeszyć wolno silnie, byleby się silniej jeszcze wierzyło«; »człowiek za czyny swoje nie odpowiada«, »Pismo święte każdy tłómaczyć sobie może dowolnie« i t. d. Czyż częściowe nawet wprowadzenie ich w życie nie prowadzi do niesłychanego rozluźnienia obyczajów i całkowitego podkopania społeczeństwa?
Miał czas o tem przekonać się on sam, kiedy patrzał, co się działo wśród Nowochrzczeńców w Monasterze, chłopstwa zbuntowanego na wsi, na dworze Filipa Heskiego i wogóle w całem »zreformowanym kościele«.
»Ale miał powodzenie!«
Tem gorzej dla niego. Im większą szkodę spowoduje pożar, tem większą jest wina tego, który dom podpala.
Otóż reforma XVI w. była takim strasznym pożarem, który, objąwszy Europę północną, spowodował spustoszenie i zniszczenie znacznej części owczarni Chrystusowej; a rozniecił go on, Luter, nie kto inny, — to jego wyłączna zasługa.
Co prawda, przyszło mu to nietrudno, bo materyał palny był od dawna już nagromadzony. Wystarczyło wzniecić iskrę. On to uczynił.
Brochmand, predykant protestancki, powodzenie Lutra tłómaczy tak: »Cóż dziwnego, że mu się reforma udała, skoro książętom dał dobra kościelne; pospólstwu — swobodę oby-