Strona:Bogumił Aspis - Sen odrodzenia.djvu/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wszystkiém, co tylko z krwi, z ciała, się brzydzić...
Jeśli być takim, znaczy być Szatanem, —
To czyż ja-m Ciebie, państw Twoich niegodny,
Czyż nie wart jestem progów tego Piekła,
Złość, czy gdzie może być już bardziéj wściekła
I być tej ziemi syn... bardziéj wyrodny!!?...”

To rzekłszy, i okiem wpartem w jasne blaski,
Utkwioném w widmo płomienne Szatana,
Chciałem już przed nim upaść na kolana
I tak, na klęczkach, błagać jego łaski...

Lecz on cóż na to?...
On rozdarł się śmiechem,
Że wszystkie piekieł posady zadrżały...
— „Tobie-ż to, krzyknął, pyszałku zuchwały,
Kalać to państwo ogni swym oddechem!?
Tobie! coś powstał, jak każdy płaz — z błota,
Wylągł się w brudnym męcie ludzkiéj chuci,
Nad czyją dolą sam Bóg aż się smuci,
Tobie wstępować w ten próg tu — w te wrota!?