Strona:Boecker-Stove - Chata wuja Tomasza.djvu/84

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


czucia, i otworzył drzwi do przyległego pokoiku, w której się nasi znajomi znajdowali. Wprowadziwszy Elżbietę do pokoju, zapalił drugą świecę, postawił ją na stole i rzekł:

Na dwóch rozstawionych krzesłach leżała bezprzytomnie w kwiecie wieku kobieta.

— Wierzaj mi, nie masz się czego lękać: jeśli się komu zamarzy szukać ciebie u mnie, jam gotów! — To mówiąc, wskazał ręką na kilka fuzyj, wiszących nad kominem. — Kto mnie zna, ten wie, że nie tak