Strona:Boecker-Stove - Chata wuja Tomasza.djvu/367

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


i miłosierdzia, udzielone tej duszy zatwardziałej, aby się nawróciła i żałowała za tyle zbrodni.
Trwało to chwilę tylko, na tę chwilę zawahała się dusza zbrodniarza, lecz zły duch owładnął nią silniej, daleko straszniej; Legris, zapieniony z wściekłości, powalił swą ofiarę i zaczął ją deptać nogami.


Nie lubimy patrzeć na sceny męczeństwa. Często człowiek nie ma sił słuchać o tem, co uczynić nie zabrakłoby mu odwagi. Co brat nasz ze krwi, brat w Chrystusie musi wycierpieć, boli nas niezmiernie, nie możemy nawet powtórzyć tego sami przed sobą w skrytości, w głębi duszy; samo opowiadanie byłoby już straszną dla nas męką.
W czasie tej długiej, okropnej nocy, Tomasz wytrzymywał straszne męki, nielitościwe bicia w starej szopie, czyż był sam jeden? O nie! obok męczennika, i przez jego tylko oczy widziany, stał Ten, który cierpiał za nas, stał Syn Boga żywego przy nim, cierpiący przy cierpiącym!
Legris, zaślepiony despotyczną i wściekłą wolą, stojąc obok, nalegał od czasu do czasu na swą ofiarę, aby wydała niewinnych; lecz